Komu w drogę, temu Kona

Samochód elektryczny, wielu kierowcom kojarzy się z małym zasięgiem, brakiem wydajnego ogrzewania wnętrza, godzinami spędzonymi pod ładowarką oraz wieloma innymi wyrzeczeniami. Jest uznawany raczej za zabawkę, jaka dobrze sprawdza się tylko w mieście. Czy tak jest naprawdę? Mając na uwadze prognozy, już niebawem auta na prąd będą naszym podstawowym środkiem transportu. Sprawdźmy czy elektryczny Hyundaia Kona z 64 kilowatową baterią jest w stanie zastąpić auto z silnikiem spalinowym.

Grudzień, temperatury spadają coraz mocniej poniżej zera, na drogach pojawia się pierwszy śnieg. Pogoda staje się coraz bardziej wymagająca zarówno dla kierowcy jak i samochodu. W tym też czasie do naszego biura zawitała śnieżnobiała Kona z największym dostępnym akumulatorem trakcyjnym o pojemności 64 kWh. Cel był prosty, sprawdzić, czy elektryk sprawdzi się w dalekich trasach, kiedy czas jest na wagę złota, a przewożone dokumenty nie mogą dojechać dzień później. Kona miała do pokonania trasę z Warszawy do naszego biura terenowego we Wrocławiu.

Dystans to 371 kilometrów. Dla klasycznego pojazdu spalinowego, tego typu trasa, nie jest niczym szczególnym. Czy dla samochodu „na prąd” jest osiągalna, a co ważniejsze – możliwa do przejechania w porównywalnym czasie oraz pozbawiona przygód?

Kona ruszyła w trasę z samego rana z całkowicie naładowanym akumulatorem. Prognozowany zasięg jaki wyświetlany był na zestawie wskaźników to 407 kilometrów. Oczywiście podana wartość jest tą, po włączeniu ogrzewania kabiny na 22 stopnie oraz ogrzewania fotela (zasięg samochodu zależny jest od wielu czynników, jednak najbardziej prądożerne okazuje się ogrzewanie auta w zimie). Nie jestem osobą, która oszczędza na ogrzewaniu samochodu. Przed wyjazdem sprawdziłem sieć ładowarek wzdłuż pokonywanej trasy aby mieć pewność, że Hyundai nie zaskoczy mnie niemile i w pewnym momencie z pomocą nie będzie musiała wyjechać po mnie laweta. Wzdłuż większości tras ekspresowych oraz autostrad w Polsce, sieć ładowarek mocno się zagęściła w stosunku do tego z czym mieliśmy do czynienia jeszcze dwa czy trzy lat temu. Punkty ładowania występują nie rzadziej niż co 100 km. Lokowane są coraz częściej na MOPach, co daje możliwość szybkiego uzupełnienia energii bez konieczności opuszczania trasy. Jedynym minusem jest brak unifikacji sposobu płatności, do każdej ładowarki danej sieci trzeba mieć osobną aplikację, podpiętą kartę kredytową. Jest to dosyć niewygodne, ponieważ wymusza to na nas instalowanie kolejnych aplikacji.

 

 

Kona dzięki zainstalowanemu asystentowi jazdy, pozwala zrelaksować się podczas dłuższych tras. Maksymalna prędkość z jaką się poruszałem wynosiła 120 km/h. Przełożyło się to na średnie zużycie energii na poziomie 17,3 kWh / 100 km. To więcej niż podaje producent, jednak warunki w trasie nie należały do lekkich.

Temperatura poniżej zera, częste porywy wiatru i nieprzerwanie włączone ogrzewanie. Po drodze stwierdziłem, że czas na przerwę i pobudzająca aromatyczną kawę. Zatrzymałem się na jednym z MOPów, gdzie niedawno zainstalowano nową, bardzo mocną, bo aż 90 kilowatową ładowarkę. W ciągu nieco ponad 15 minut Kona zyskała ponad 100 km zasięgu. To świetny wynik. Niestety przy temperaturze -5 stopni zdecydowałem na ładowanie w trasie, ponieważ energii w akumulatorach mogła nie wystarczyć na dojazd. Po dotarciu do Wrocławia w czasie porównywalnym do auta spalinowego, Konę podpiąłem do innej ładowarki ulokowanej niedaleko biura.

Przekazanie dokumentów, spotkanie z klientem. W nieco ponad dwie godziny byłem gotowy do jazdy powrotnej, ale czy Kona zdążyła się naładować? Po dojściu do auta, akumulator napełnił się do 94 procent. Odpiąłem wtyczkę i ruszyłem w drogę powrotną.

Hyundai Kona przez ostatnie dni zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Jest jednym z niewielu elektryków, w którym zasięg deklarowany przez komputer niemal pokrywa się z przejechanym dystansem. Dodatkowo bezgłośny silnik, brak drgań, oraz liniowe przyspieszenie powodują, że autem chce wybierać się dalszą drogę i jak najdłużej doświadczać jazdy „na prąd”. Mocny silnik zamknięty w ergonomicznym i ciekawym nadwoziu, które dzięki bardzo nisko położonemu środkowi ciężkości oferuje dobre wrażenia z jazdy. Należy tez pamiętać, że „elektryk” często może więcej. Można nim poruszać się buspasami, czy też parkować za darmo. Pozwala to na spore oszczędności czasu poruszając się po zatłoczonych miastach.

Kona udowodniła, że pokonywanie większych dystansów samochodem elektrycznym nie stanowi już problemu. Jeszcze 2 lata temu zasięg 400 kilometrów w aucie na prąd był rzadkością, obecnie coraz więcej pojazdów oferuje jeszcze większy. Samochód elektryczny to nie tylko zmiana paliwa na prąd, to też zmiana sposobu myślenia. Ładowanie nie powinno być porównywane 1:1 z tankowaniem, ponieważ nie musi odbywać się wyłącznie na stacji paliw. Na parkingach galerii, biurowców czy sklepów spożywczych zaczyna pojawiać się coraz więcej „słupków” do ładowania, tak aby w przerwie na zakupy czy w czasie pracy doładować baterię. Sieć sukcesywnie się rozwija i pozwala na ładowanie coraz większej liczby pojazdów w jednym czasie. Stoimy jedynie przed wyzwaniem, aby nie zgubić się w gąszczu dostawców energii i móc się ładować bez konieczności posiadania kilku różnych aplikacji.

Czy Kona to dobry towarzysz wyjazdu? Nasz test pokazał, że potrafi zaskoczyć nie jednego sceptyka i zelektryzować swoimi możliwościami. Zatem komu w drogę, temu Kona!

Jeśli jesteś zainteresowany leasingiem tego pojazdu, skontaktuj się z działem handlowym Business Lease.

Autor:
Roman Szmolke / MRT Specialist

Skontaktuj się z nami

Ups! Nie mogliśmy znaleźć twojego formularza.