Audi Q4 Sportback 35 e-tron – czy to się jeszcze opłaca? 

Wejście w rok 2023 pełne jest niewiadomych. Czy sytuacja gospodarcza ulegnie pogorszeniu, czy ceny paliw nie zgotują nam sporego zaskoczenia, co z energią i black outami, o jakich coraz głośniej. Rosnące koszty powodują, że każdy z nas poszukuje sposobu na możliwie tanie i komfortowe podróżowanie.

Czy przesiadka do auta elektrycznego nadal ma sens i jest tańsza niż eksploatacja pojazdu spalinowego?

Postaram się to dla Was obliczyć na podstawie Audi Q4 e-tron z najmniejszą dostępną baterią i najsłabszym silnikiem.

Premiera pierwszego w pełni elektrycznego Audi miała miejsce w 2018 roku. Nazywał się e-tron – tak po prostu. Miał zapoczątkować nową erę marki oraz zaprosić ją do grona producentów oferujących samochody wyłącznie „na prąd”. Po dużym SUVie, jakim był e-tron (a od zeszłego roku Q8 e-tron), Audi zdecydowało się na włączenie do oferty nieco mniejszego Q4. Do wyboru w dwóch odmianach nadwozia – standardowej oraz Sportback.  

Testowy egzemplarz to ten drugi wariant, wyraźnie narysowany z mocno opadającą linią dachu ku tyłowi. Projektanci bardzo postarali się o to, aby auto zwracało na siebie uwagę. Nie chodzi tutaj o jasno niebieski lakier Geysir czy srebrne wstawki wypełniające zderzaki. Samochód wizualnie sprawia wrażenie większego niż jest, muskularnego SUVa. Dzieje się tak dzięki olbrzymiemu grillowi, jaki w Audi nazywa się Single Frame, ten ma jedynie funkcję ozdobną – nie znajdziemy na nim ani jednego otworu pod wlot powietrza. Na jego bokach znajdują się designerskie reflektory tak jakby zapożyczone od dużo większego brata jakim jest wspomniany Q8. Aby nie stać się nudnym na drodze, możemy wybierać spośród 4 różnych kombinacji ustawienia LEDów do jazdy dziennej. Linia boczna pełna jest przetłoczeń, które jeszcze lepiej podkreślają wygląd pojazdu. Najwięcej jednak dzieje się w tylnej części auta: spory spoiler dzielący szybę na dwie części oraz połączone lampy ukryte pod czerwonym i bezbarwnym kloszem, dodatkowo na przednim i tylnym zderzaku duże napisy e-tron. Ta mieszanka, powoduje, że obok Q4 nie sposób przejść obojętnie. 

Zajmując miejsce we wnętrzu, poczujemy się jak w typowym Audi, jednak deska rozdzielcza, została zaprojektowana w sposób bardzo odważny. Na elektroniczny zestaw wskaźników patrzymy przez ponadnormatywnie duże koło kierownicy spłaszczone na dole i górze. Pod dużym i czytelnym wyświetlaczem multimediów na szczęście umieszczono panel obsługi klimatyzacji z fizycznymi przyciskami. Czasem najprostsze rozwiązania bywają najlepsze. W Q4 nie znajdziemy dźwigni wyboru kierunku jazdy, producent zdecydował się tutaj na mały selektor umieszczony wysoko na wystającym fragmencie konsoli. Dzięki temu rozwiązaniu, pod nim znajdziemy pokaźną lukę do przechowywania najróżniejszych drobiazgów.  

 

Tytułowe Q4 wyposażono w najsłabszy wariant silnika o mocy 170 KM. Pojemność baterii to 55 kWh brutto. Warto wspomnieć, że użyteczna pojemność oscyluje już tylko w granicach 52 kWh. Jak przystało na samochód elektryczny, przyspieszenie jest na zadawalającym poziomie, napęd przekazywany jest bezpośrednio na tylną oś. Średnie zużycie energii przy temperaturach + 4 stopnie Celsjusza oscylowało w granicach 24 kWh / 100 km – to więcej niż deklarowane przez producenta 19 kWh.  

 Obliczmy zatem jaki jest koszt przejechania 100 kilometrów naszym elektrycznym Q4 i jak wypada na tle swojego nieco mniejszego brata Q3 40 TFSI wyposażonego w benzynowy silnik spalinowy o zbliżonej mocy (190 KM).

Do obliczenia wykorzystałem cennik największego polskiego operatora stacji ładowania. W dniu pisania felietonu, koszt naładowania 1 kWh energii za pomocą ładowarki wyposażonej w złącze CCS (moc do 100 kW) to 2,95 zł brutto. Pomnożenie uzyskanego średniego wyniku zużycia energii przez cenę daje nam niecałe 71 zł. Konkurencyjny Q3 wyposażony w silnik o pojemności dwóch litrów zgłaszał średnie zapotrzebowanie na poziomie 8,4 l/100 km. W dniu piania artykułu, cena bezołowiowej 95tki wynosiła 6,66 zł / litr. Nie trudno zatem obliczyć koszt przejechania 100 kilometrów dla benzynowego Q3 – wyniósł on 56 zł.  

Na średnią cenę benzyny nie mamy żadnego wpływu, inaczej jest w przypadku auta elektrycznego, które poza siecią ogólnodostępnych ładowarek możemy również „podpiąć” do domowego gniazdka. Wtedy koszt przejechania 100 kilometrów może znacząco spaść, jednak niesie to za sobą pewne ograniczenia związane z czasem ładowania jak również maksymalną mocą. Na uprzywilejowanej pozycji są tutaj posiadacze instalacji fotowoltaicznych, którzy dzięki słońcu mogą znacząco zaoszczędzić.  

Jazda autem elektrycznym daje sporo frajdy, podróżowanie po kraju nie jest już tak stresujące jak jeszcze jakiś czas temu. Wygoda prowadzenia elektryka i towarzysząca temu cisza jest nieporównywana z konwencjonalnymi autami spalinowymi. Dodatkowo do końca 2025 roku, posiadacze aut elektrycznych nie płacą za parkowanie oraz mogą korzystać z BUS-pasów. Niestety erę taniego prądu mamy już za sobą i ładowanie się z „komercyjnych słupków” staje się coraz droższe. Wybór źródła napędu, pozostawiam Państwu – póki taki jest jeszcze możliwy.   

Business Lease stara się być coraz bliżej klienta i spełniać Jego oczekiwania i marzenia. Jeśli jesteś zainteresowany leasingiem tego pojazdu, skontaktuj się z naszym działem handlowym. 

Autor: Roman Szmolke / MRT Specialist 

Skontaktuj się z nami

Ups! Nie mogliśmy znaleźć twojego formularza.